fak dat szit! 2007-07-30 18:51:07

(tytuł notki zaczerpnięty z bogatej twórczości Karola Konwerskiego)

Cholera, tematów na długie notki nie brakuje, ale czasu brakuje cały czas. Więc tylko taka szybciutka notka, bo się zdenerwowałem. Otóż, jak wygląda ostatnie 15 newsów (ostatni tydzień) na Gildi Komiksu? Ano tak:

Ray Stevenson nowym Punisherem

- Nowe zdjęcie Iron Mena

- Rozszerzenie galerii "SWFan.pl"

- Alois Nebel - pierwsze plansze

- Gavin Hood reżyserem "Wolverine"

- "Heroes" zdobył 8 nominacji do nagrody Emmy

- Warner Bros. zekranizuje przygody Jonah'a Hex'a

- "Y: Ostatni człowiek" doczekał się ekranizacji

- Zmiany w zapowiedziach Egmontu

- Gildia.pl jednym z najpopularniejszych serwisów informacyjnych!

- Powstanie gra na podstawie serialu "Heroes"

- Kolejny zwiastun "Appleseed Ex Machina"

- Jest zwiastun "The Dark Knight"

- W sprzedaży...

- Tim Blake Nelson zagra w "Hulku"

Żenada, żenada, żenada. Komiks nie istnieje. Gildia Komiksu nie istnieje. Została wchłonięta przez Gidlię Filmu. R.I.P.

Komentarze Komentarze [3]



jak zarobić milion i poderwać niezłą dupę 2007-07-16 15:40:46

Esensja ruszyła ze swoim blogiem. I bardzo dobrze, myślę sobie. I to jest pierwsza myśl. Natomiast druga jest trochę bardziej złożona. Otóż myślę sobie, jak to się wszystko szybko pozmieniało. Bo gdy ponad 5 lat temu zakładałem swojego pierwszego bloga było to coś podejrzanego. „Ujawnianie jakiejś pisaniny w Internecie, żeby obcy ludzie czytali?! Ale po co?!” – zdarzało się słyszeć takie głosy. „Toż to skrajny, niezdrowy ekshibicjonizm. Dowód na przerośnięte ego i megalomanię” – mówili inni. A dzisiaj, proszę – blogi, jak okiem sięgnąć, mnożą się, pączkują, rozrastają się. Przeżywają już chyba czwartą falę popularności i są jednym z najwyraźniejszych przejawów zjawiska Web 2.0. Mają je wszyscy: politycy, dziennikarze, pisarze, gwiazdy i gwiazdeczki, firmy, wydawnictwa, festiwale, sklepy, mam i ja. I wcale nie jest to uważane za ekstrawagancję, za coś niezwykłego. Więcej nawet – kto ostatni ma bloga ten syf. O, tak się porobiło. I bardzo dobrze, myślę sobie.

No więc czytam sobie bloga Esensji i trafiam na notkę Eryka Remiezowicza, pod chwytliwym tytułem (dobry tytuł to połowa sukcesu) „Dlaczego popieram ministra Giertycha?”. A tam znajduję taki oto fragment:

Ci, którzy sprzeciwiają się decyzji ministra argumentują, że odcinamy młodych Polaków od źródeł niezwykłych doznań literackich i zawężamy ich spojrzenie na świat. Otóż młodzi Polacy z zawężaniem swojego horyzontu myślowego radzą sobie doskonale sami i minister Giertych i jego zabawy z lekturami nic tu nie zmieni. Ksiązka znika ze świadomości młodzieży w tempie piorunującym, wypierana przez telewizję i Internet. Aby wygrać tą walkę i dopchać się do uczniowskich łepetyn, należy im zaoferować rozrywkę (zastanawiam się nawet, czy kontaktu z literaturą nie należałoby w podstawówce zaczynać od komiksów).

No i jak czytam takie coś, to budzi się we mnie samozwańczy prezes LOK. Bo co to niby ma znaczyć? Że komiksy to rozrywka tylko jest? Tak? A dlaczego? Czym się różni czytanie – i nie chodzi mi tu o proces czytania - takich komiksów, jak „Maus”, „Persepolis”, „Mother Come Home”, „Berlin. City of Stones”, „V jak Vendetta” czy od lektury książek typu „Medaliony”, „Szachinszach”, „Mały Książę”, „Niemcy”, „1984”? Moim zdaniem niczym (oprócz jakości, bo to, że „Maus” jest lepszą pozycją mówiącą o holokauście niż „Medaliony”, to chyba nie ma wątpliwości). Książki i komiksy mogą dawać tyle samo czytelniczej satysfakcji, mogą sprawiać tyle samo kłopotów, mogą nudzić, mogą bawić, mogą męczyć, mogą sprawiać przyjemność. Mogą być rozrywką i męką. Wszystko to w zależności od preferencji, przyzwyczajeń, wrażliwości czytającego. A stawianie między wierszami tezy, że dzisiejsza młodzież chętniej sięga po komiksy, bo to rozrywka a nie po książki jest szczytem... powiedzmy, że naiwności. Gdyby faktycznie tak było, to nie „Harry Potter” (nota bene znajdujący się podobno na szkolnych listach lektur uzupełniających) królowałby na listach bestsellerów tylko np. „Tymek i Mistrz”.

A już takie tezy z wywodu Remiezowicza, jak ta:

Przypadkiem wicepremier zrobił coś, z czym się zgadzam – zastąpił ksiązki trudne prostą przygodówką (Sienkiewicza się jednak fajnie w młodym wieku czyta).

pozostawię bez komentarza.

Zgadzam się natomiast z tym fragmentem:

Należy ich nauczyć, że ksiązka to frajda. Zabawa. Że czytanie nie musi być drogą przez mękę ku wiecznemu „co autor miał na myśli”.

I w tej sprawie od razu odsyłam do eseju Daniela Pennaca „Jak powieść”, który niedawno ukazał się w Polsce.

Komentarze Komentarze [4]



filmowo 2007-07-08 16:28:52

Chwilę mnie nie było. Ale mam doskonałe wytłumaczenie. Praca. A konkretnie służbowy wyjazd. Skarżyć się oczywiście nie będę, bo to zbrodnia by była. Wszak nie co dzień wybiera się człowiek do Karlovych Varów, a na tamtejszy filmowy festiwal to już w ogóle tylko raz w roku. Przyjemny był to wyjazd, intensywny i tylko pogoda trochę dała w kość. Ale podobno wszędzie dawała. A tak przynajmniej nie było pokusy, żeby w ogródkach knajp piwo czeskie pić, bądź karlowarskie wody lecznicze sączyć na deptaku. Siedziałem więc w kinie, jak pan Bóg przykazał, i filmy oglądałem. Żeby się specjalnie nie rozpisywać, to powiem tylko, że z czystym sumieniem polecam następujące pozycje (o ile będzie je w Polsce dane zobaczyć):

El camino de San Diego

Schroders wunderbare Welt

Mio fratello e figlio unico

Annie Leibovitz: Life Through a Lens

Bikur hatizmoret

A jak wróciłem, to żeby z rytmu się nie wybijać, obejrzałem... „Persepolis”. I bez dwóch zdań to świetny film jest. Doskonale zrobiony (wizualnie wiele scen poraża), zabawny, wzruszający i mądry. Satrapi udało się spojrzeć na własne dzieło z dystansu i bez sentymentów. Mając świadomość innej specyfiki filmowego medium nie miała litości dla kilku scen, dzięki czemu adaptacja ma zdecydowanie bardziej zwartą konstrukcję. Nie czuć tak bardzo nowelowości komiksowego pierwowzoru. I bardzo dobrze. Poza tym to film pełną gębą - ze świetnymi przejściami między scenami, efektownymi jazdami kamery, z bardzo umiejętnie wykorzystaną muzyką (Iron Maiden i „Eye of the Tiger”!). No i fajnie w dobie wszechobecnych animacji komputerowych przekonać się, że można jednak inaczej, bardziej „oldskulowo” a równie dobrze. Jeśli nie lepiej. Jeden z najlepszych filmów, jakie w tym roku widziałem i jedna z najlepszych adaptacji komiksów w historii. Poważnie.

Komentarze Komentarze [1]



» Archiwum



» O autorze


» Linki