|
Esensja ruszyła ze swoim blogiem. I bardzo dobrze, myślę sobie. I to jest pierwsza myśl. Natomiast druga jest trochę bardziej złożona. Otóż myślę sobie, jak to się wszystko szybko pozmieniało. Bo gdy ponad 5 lat temu zakładałem swojego pierwszego bloga było to coś podejrzanego. „Ujawnianie jakiejś pisaniny w Internecie, żeby obcy ludzie czytali?! Ale po co?!” – zdarzało się słyszeć takie głosy. „Toż to skrajny, niezdrowy ekshibicjonizm. Dowód na przerośnięte ego i megalomanię” – mówili inni. A dzisiaj, proszę – blogi, jak okiem sięgnąć, mnożą się, pączkują, rozrastają się. Przeżywają już chyba czwartą falę popularności i są jednym z najwyraźniejszych przejawów zjawiska Web 2.0. Mają je wszyscy: politycy, dziennikarze, pisarze, gwiazdy i gwiazdeczki, firmy, wydawnictwa, festiwale, sklepy, mam i ja. I wcale nie jest to uważane za ekstrawagancję, za coś niezwykłego. Więcej nawet – kto ostatni ma bloga ten syf. O, tak się porobiło. I bardzo dobrze, myślę sobie. No więc czytam sobie bloga Esensji i trafiam na notkę Eryka Remiezowicza, pod chwytliwym tytułem (dobry tytuł to połowa sukcesu) „Dlaczego popieram ministra Giertycha?”. A tam znajduję taki oto fragment: Ci, którzy sprzeciwiają się decyzji ministra argumentują, że odcinamy młodych Polaków od źródeł niezwykłych doznań literackich i zawężamy ich spojrzenie na świat. Otóż młodzi Polacy z zawężaniem swojego horyzontu myślowego radzą sobie doskonale sami i minister Giertych i jego zabawy z lekturami nic tu nie zmieni. Ksiązka znika ze świadomości młodzieży w tempie piorunującym, wypierana przez telewizję i Internet. Aby wygrać tą walkę i dopchać się do uczniowskich łepetyn, należy im zaoferować rozrywkę (zastanawiam się nawet, czy kontaktu z literaturą nie należałoby w podstawówce zaczynać od komiksów). No i jak czytam takie coś, to budzi się we mnie samozwańczy prezes LOK. Bo co to niby ma znaczyć? Że komiksy to rozrywka tylko jest? Tak? A dlaczego? Czym się różni czytanie – i nie chodzi mi tu o proces czytania - takich komiksów, jak „Maus”, „Persepolis”, „Mother Come Home”, „Berlin. City of Stones”, „V jak Vendetta” czy od lektury książek typu „Medaliony”, „Szachinszach”, „Mały Książę”, „Niemcy”, „1984”? Moim zdaniem niczym (oprócz jakości, bo to, że „Maus” jest lepszą pozycją mówiącą o holokauście niż „Medaliony”, to chyba nie ma wątpliwości). Książki i komiksy mogą dawać tyle samo czytelniczej satysfakcji, mogą sprawiać tyle samo kłopotów, mogą nudzić, mogą bawić, mogą męczyć, mogą sprawiać przyjemność. Mogą być rozrywką i męką. Wszystko to w zależności od preferencji, przyzwyczajeń, wrażliwości czytającego. A stawianie między wierszami tezy, że dzisiejsza młodzież chętniej sięga po komiksy, bo to rozrywka a nie po książki jest szczytem... powiedzmy, że naiwności. Gdyby faktycznie tak było, to nie „Harry Potter” (nota bene znajdujący się podobno na szkolnych listach lektur uzupełniających) królowałby na listach bestsellerów tylko np. „Tymek i Mistrz”. A już takie tezy z wywodu Remiezowicza, jak ta: Przypadkiem wicepremier zrobił coś, z czym się zgadzam – zastąpił ksiązki trudne prostą przygodówką (Sienkiewicza się jednak fajnie w młodym wieku czyta). pozostawię bez komentarza. Zgadzam się natomiast z tym fragmentem: Należy ich nauczyć, że ksiązka to frajda. Zabawa. Że czytanie nie musi być drogą przez mękę ku wiecznemu „co autor miał na myśli”. I w tej sprawie od razu odsyłam do eseju Daniela Pennaca „Jak powieść”, który niedawno ukazał się w Polsce. |