takie różne popierdółki 2007-06-27 23:13:10

1) Już wiem jakie transparenty będą na najbliższej Manifie - "Disney, Disney ty chuju!"

2) Dopiero niebawem anglojęzyczni czytelnicy będą mieli okazję poznać "Niebieskie pigułki". Słynny w naszym dziwnym kraju komiks Frederika Peetersa ukaże się w USA jesienią. Jednak album zaprezentowano już teraz gościom festiwalu MoCCA, który miał miejsce w ubiegły weekend w NY. Oto krótka notka jednego z uczestników imprezy dotycząca "Niebieskich pigułek":

The nice folks at Houghton Mifflin hooked me up with an advance reading copy of what will in all likelihood be one of the most talked about graphic novels this fall. A big hit in France (if you consider 20,000 copies sold a big hit) the memoir deals with the author’s romance with an HIV-positive woman and his relationship with her similiarly affected three-year-old son.

Jak wspomniano powyżej komiks Peetersa wyda zacna oficyna Houghton Mifflin, która zasłynęła w zeszłym roku publikacą genialnego "Fun Home" Alison Bechdel. Faktycznie, całkiem możliwe, że "Niebieskie pigułki" okaża sie w Stanach wielkim hitem niezależnego komiksu i wylądują w podsumowaniach roku równie wysoko, co komiks Bechdel.

3) Bardzo widowiskowy powrót Mrocznego Rycerza. Czyli "Batmanie, pomóż mi!"

4) Nowy Scott Pilgrim nadchodzi!

5) Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaale wywiad...

6) Craig Thompson, autor "Blankets", zdradza tajemnice warsztatu.

7) No i na koniec małe, reklamowe dzieło sztuki (nie mające z komiksem absolutnie nic wspólnego).

Komentarze Komentarze [6]



original G 2007-06-27 21:49:55

 

Powinienem zrobić to na samym początku, ale lepiej późno niż wcale. Oto oficjalny rating tego bloga:

 


Online Dating

Mingle2 - Online Dating

Komentarze Komentarze [0]



LOK 2007-06-24 14:57:46

Dość dawno temu przyszedł mi do głowy pomysł stworzenia Ligi Obrony Komiksu (wiem, ten skrót może się źle kojarzyć w IV RP, ale z kolei słowo „liga” ma sporo pozytywnych komiksowych konotacji). I, jak wiele innych pomysłów, przepadł pod naporem problemów dnia codziennego. Ale czasami, jak wiele innych pomysłów, wraca do mnie i dręczy.

Ostatnio postanowił o sobie przypomnieć podczas lektury recenzji spektaklu „Mewa” zamieszczonej w najnowszym numerze „Przekroju”. A to z powodu takiego jej fragmentu: „…wszystko, co u Czechowa stłumione, skryte, kipiące bądź niedopowiedziane, tu zostało wyłożone kawa na ławę. „Menopauza” – podsumowuje matkę syn. „Nie potrafię pisać” – skarży się artysta. Co tu grać, kiedy wszystko przypomina dymek w komiksie?”. Koniec fragmentu.

Już nawet nie chce mi się wnikać, jaką myśl głęboką chciał autor ubrać w taką metaforę (nie widziałem spektaklu a może tam dekoracje i kostiumy są jak te dymki). Wiem natomiast, że w tym przypadku „dymek w komiksie” jest dla recenzenta czymś pejoratywnym. Czymś banalnym, płytkim, płaskim (w sensie jego fizycznego istnienia faktycznie jest), etc. I zawsze, kiedy czytam tego typu porównania w recenzjach, lub ogólnie tekstach, szlag mnie trafia. Bo niby, co? Komiks to taki chłopiec do bicia? I to chłopiec, którego bić można bez obaw, że ktoś stanie w obronie. No, bo komu chciałoby się bronić takiego jełopa?

No i stąd urodził się ten pomysł z Ligą Obrony Komiksu. Tak sobie myślałem, żeby wynotowywać takie perły mądrości i wysyłać listy z protestami do redakcji (do „Przekroju” zdarzyło mi się wysłać kilka maili ze zwróceniem uwagi na tego typu praktyki, jak widać nieskutecznie). Można by też założyć witrynę w sieci, gdzie wynotowywałoby się odpowiednie fragmenty z tekstów, tworzyło czarne listy dziennikarzy i pism, zamieszczało przewodniki po świecie komiksu dla tych żurnalistów, którzy jednak chcieliby się doszkolić.

Oczywiście w naiwności swojej łudziłem się, i chyba cały czas łudzę, że gdyby tak konsekwentnie bombardować takimi listami przeróżne redakcje, to może w końcu by do dziennikarskiej braci dotarło, że zamiast sobie komiksem gęby wycierać, można napisać np. „Co tu grać, kiedy wszystko przypomina dialogi ze złej wenezuelskiej telenoweli?” (podkreślam słowo „zła”, bo zdarzają się też niezłe telenowele), albo „Co tu grać, kiedy wszystko przypomina dialogi z „Nigdy w życiu”?”, itd., itp. Może nawet pewien recenzent nie pisałby, że „Historia przemocy” Cronenberga, to „zły film, ale przecież nie mógł być inny, bo jest adaptacją komiksu”? (Bo gdyby napisał, że to nieudany film, bo reżyser ze scenarzystą wykastrowali tę adaptację komiksu ze wszystkiego, co było w komiksie ciekawe, to bym chyba posikał się z radości.)

Ech, pomarzyć dobra rzecz. Ale faktycznie trzeba jakoś skończyć z tym czarnym pijarem komiksu. Najwyższa na to pora. Gdyby ktoś ten pomysł chciał wcielić w życie, proszę dawać znać.

Komentarze Komentarze [3]



w sieci beznadziei 2007-06-18 22:19:04

Dobra. Żarty żartami, ale pora zająć się sprawami poważnymi. Mnie na przykład od dłuższego już czasu martwi i smuci poziom polskich serwisów internetowych zajmujących się komiksem. Martwi i smuci mnie tych serwisów beznadzieja. I to wcale nie jest mocne słowo.

Niby jest, w czym wybierać, niby różnorodność i spora ilość miejsc, które można odwiedzać w nudnych godzinach pracy. Mamy bowiem i WRAK, i WAK, i Gildię Komiksu, i Aleję Komiksu, i Poltergeista, a ostatnio nawet serwis informacyjny Komikslandii. Tylko co z tego, skoro wybór między nimi ogranicza się do spraw kosmetycznych. To ten słynny wybór między dżumą i cholerą. Czyli żaden.

No bo tak: dwa pierwsze serwisy, umówmy się, umarły (w przypadku WAKa chodzi o to, że to tylko wymienianka tego, co się właśnie ukazało; trochę mało). Miały czasy swojej świetności. Pamiętają o nich jedynie najstarsi mieszkańcy globalnej wioski. Gildia to już chyba siłą rozpędu ciągnie posiłkując się materiałem spowinowaconej i prężnie działającej Gildii Filmu oraz pracami z łódzkich konkursów. A jeszcze jakiś rok, półtora temu wydawało się, że to właśnie Gildia ma szansę stać się wiodącym serwisem komiksowym. W tej chwili odwiedzam ją tylko ze względu na forum.

Aleja Komiksu miała niezły start. Dawała jakieś nadzieje. Coś tam kombinowała ze „special features” typu Topy i Wtopy miesiąca (chociaż głębia zamieszczanych tam opinii porażała), głosy autorytetów, plebiscyty, itp. Ruch był słuszny, ale chyba okazał się agonalnym paroksyzmem. Bo od jakiegoś czasu częstotliwość aktualizacji na Alei dramatycznie spadła. Chciałbym wierzyć, że to nie KO, tylko niegroźne liczenie.

Polter jakoś tam się szarpie. Jedne z najczęstszych aktualizacji w tym gronie (szkoda, że ostatnio niusy dotyczą głównie peleryniarzy; tzn. dla mnie szkoda, może taka specjalizacja jest jakąś metodą), lubiane przez czytelników serwisu komiksowe serie na jego łamach publikowane (aczkolwiek w przeważającej większości dość mierne), konkursy, musiszmiecie… No coś tam się dzieje.

Nawet ekipa Komikslandii, która się odgrażała, że pokaże, jak powinien serwis z prawdziwego zdarzenia wyglądać, póki co daje ciała. Styl informacji najbardziej blogowy (czasem w tym złym tego określenia znaczeniu), ilość aktualizacji też jakoś nie powala a w dodatku spora ich cześć dotyczy tego, co właśnie dojechało, albo nie dojechało do sklepu. Ale ok., niech będzie. Tylko, że to kolejne miejsce na mapie polskiego Internetu komiksowego, w którym wiele dla siebie nie znajdę.

Gdzie są recenzenci, którzy mają coś ciekawego, niebanalnego do powiedzenia. Z rozpoznawalnym stylem i wyrobionym smakiem? Gdzie są pasjonaci komiksu, którzy przeczesują sieć w poszukiwaniu świeżych informacji? No gdzie? (jak mawiał mój profesor od fizyki zrezygnowany brakiem chętnych do odpowiedzi, „co, wszyscy ochotnicy w Wietnamie poginęli?”).

Smutne jest to, że nawet gdyby tak zebrać wszystkie te serwisy do kupy to niewiele by dało się z tego wycisnąć (i człowiek zaczyna tęsknić za nie doskonałym przecież, ale i tak bardzo dobrym AQQ). A już do pasji doprowadza mnie ciągłe informowanie o ekranizacjach komiksów. Po pierwsze te niusy ukazują się na długo po tym, jak zamieszczą je serwisy filmowe (które ze służbowego obowiązku śledzę). A po drugie… to do jasnej cholery tak, jakby serwisy i działy sportowe gazet donosiły o każdym filmie, który opowiada o sportowcach, a wyniki finałowych meczów miały w dupie. Za granicą takie informacje opatrzone są adnotacją „Not Comics”.

No właśnie, „aż dziw, że się nie wzorują na…” No, na czym? A na tym: The Comics Reporter, Journalista, The Beat, Forbiden Planet Blog, Newsarama, The Daily Cross Hatch, itp., itd. Kopalnia informacji. Nic tylko brać i przepisywać. Choćby dla tych czytelników, którzy wolą te informacje przeczytać po polsku a nie angielsku. A przecież są jeszcze strony francuskie, niemieckie, włoskie... Całe szczęście, że są. Bo inaczej można by odnieść wrażenie, że już nie ma komiksów, są tylko filmy. A to cholernie mylne wrażenie.

P.S. Oczywiście o najciekawszym filmowo-komiksowym newsie żaden serwis się nie zająknął.

P.S. II Nie mówiąc już o bardzo ciekawym komiksowym newsie, który można by fajnie dziennikarsko pociągnąć.

Komentarze Komentarze [2]



na dobry początek 2007-06-13 17:18:06

Miłość, seks i jego fatalne konsekwencje:

Czyli co ludzie z nudów robią przy pomocy okładek starych komiksów i photoshopa. Wiecej tu i tu.

Komentarze Komentarze [176]



» Archiwum



» O autorze


» Linki